niedziela, 21 września 2014

Co jeść ?! cz.1

Całkiem niedawno rozpoczęła się moja przygoda ze zmianą diety.


Początkowo tylko ćwiczyłam (krav maga, trochę siłowni, żałosny wf na uczelni), widziałam, czułam, że poprawia się moja kondycja, wytrzymałość, że coraz więcej mogę zrobić pompek czy, że
mniej się męczę biegnąc codziennie rano na autobus - jak zwykle spóźniona.
Nabierałam ogólnej sprawności fizycznej i siły. Jeżeli jednak chodzi o wygląd - nie widziałam specjalnej różnicy.

a to dlatego, że :



Jednym słowem - kaczor dobrze gada :)



Stwierdziłam później, że skoro już tyle ćwiczę to chciałabym zobaczyć jakieś "namacalne" efekty.

Wiadomo, nie od razu wiedziałam co robić, co jeść, ile itd.
Na początku odstawiłam słodycze, przestałam słodzić herbatę czy kawę, to był taki mój pierwszy krok.
Minęły chyba 2 tygodnie i nadal nie widziałam zmian. Niecierpliwiłam się, chociaż przecież to nie było nie wiadomo ile.


"NO PRZECIEŻ NIE JEM SŁODYCZY, POWINNAM SZYBKO CHUDNĄĆ" - tak myślałam.
Był wtedy bodajże luty, czyli sezon jednych z moich ulubionych owoców - mandarynek.
Zamiast jeść słodyczy, jadłam bardzo dużo owoców, za każdym razem kiedy pomyślałam o czekoladzie (średnio 5 razy dziennie) jadłam banana, jogurt z owocami, a na kolację potrafiłam wciągnąć kilogram mandarynek.
Nic więc dziwnego, że odbicie w lustrze się nie zmieniało :).
Nie twierdzę oczywiście, że owoce są złe, że nie można ich jeść w ogóle.
Trzeba je jeść, przecież mają tyyyle witamin. Jednak z umiarem, nie na noc, nie na obiad, ale po treningu, i o wcześniejszej porze dnia.




Któregoś razu będąc na siłowni, podeszłam do mojego trenera i zaczęłam mu narzekać, że inaczej jem a nie chudnę i że to wszystko jest bez sensu. Powiedział mi wtedy, żebym wypisała na kartce wszystko co dzisiaj zjadłam i mu dała. Tak też zrobiłam. Po skończonym treningu usłyszałam:


1. Ogólnie to za mało jesz
2. Zdecydowanie za dużo węglowodanów
3. Za mało białka
4. Trochę za dużo tłuszczu

Oto moja tabelka z pożywieniem z tamtego dnia:



Teraz wiem, że miał rację, ale wtedy byłam wściekła, smutna i myślałam, że dieta jest straszna i tak naprawdę to nic nie można jeść. Jak pisałam wcześniej - początki wcale nie są łatwe.



Zdefiniujmy co to w ogóle jest dieta.

Najprościej jest to wszystko to co jesz, w jakich ilościach i z jaką częstotliwością w danym okresie czasu.
Słowo dieta pochodzi z klasycznego języka greckiego – δίαιτα diaita i oznacza „styl życia”. 



Właśnie! STYL ŻYCIA. 



W dzisiejszych czasach słowo "dieta" jest odbierane w zupełnie inny sposób. Każdemu z nas wydaję się, że jest to coś krótkoterminowego, takiego "na chwilę". Tymczasem, nie o to chodzi.
Kolorowe hasła w gazetach czy internecie "Schudnij w 2 tygodnie!" "Odmieć swoje życie w zaledwie miesiąc" to jedna wielka ściema.
Chociaż... może nie do końca. Bo owszem, jedząc przez miesiąc tylko truskawki, schudniemy na pewno. Tylko, że chyba nie ma w tym nic nadzwyczajnego, prawda? Nie mówiąc o tym jak jest to niezdrowe... Efekt jojo pojawi się prawie z dnia na dzień.


Słowo dieta ma raczej negatywny wydźwięk.. Kojarzy się z mnóstwem wyrzeczeń, brakiem smaku, monotonią, nudą.. Ale to właśnie przez te "cud diety", dzięki którym chudniesz w zastraszająco niezdrowym tempie.



"Moja dieta", czyli po prostu zdrowe odżywianie się wygląda całkowicie inaczej. Teraz, kiedy jest moda na bycie fit, można znaleźć w internecie miliony zdrowych, ale i smacznych potraw i dieta wcale nie musi być taka straszna jak ją malują.



Jednym słowem - na "mojej diecie" masz być już do końca życia!


Do boju! :)




Aktywnie łapię ostatnie dni ładnej pogody, Was też zachęcam! :)














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz